Autor: Rafał Sakowski
Triada odporności
Odporność społeczna to zdolność wspólnoty (np. gminy, szkoły, urzędu, szpitala) do radzenia sobie z trudnymi zdarzeniami tak, aby podstawowe funkcje nadal działały, a ludzie potrafili się adaptować do nowej sytuacji i wyciągać wnioski na przyszłość. Nie chodzi tu o „bycie twardym”, a o mądre przestawienie się i pomaganie sobie nawzajem.
Badania1 pokazują też, że w kryzysach ważne są więzi społeczne i kapitał społeczny.

W praktyce (zwłaszcza po doświadczeniach pandemii) odporność społeczna wymaga stałych zdolności: uczciwej komunikacji, słuchania ludzi (także offline), mechanizmów informacji zwrotnej oraz zarządzania plotkami i dezinformacją. To podejście jest mocno rekomendowane w dokumentach World Health Organization i w europejskich zaleceniach dla przygotowania na zagrożenia zdrowia publicznego. Raport „Dezinformacja oczami Polaków 2024” wskazuje, że 91% badanych spotkało się przynajmniej z jedną fałszywą informacją, a raport o dezinformacji w Polsce lokalnej podkreśla potrzebę odbudowy zaufania do wiedzy, instytucji publicznych i wiarygodnych źródeł (szczególnie lokalnie).
W tym kontekście warto pamiętać o tradycji tzw. active measures – zestawie technik rozwijanych przez KGB w czasie zimnej wojny: manipulacji, infiltracji, kompromitowania przeciwnika i kontroli narracji. Dziś te techniki zyskały nowe paliwo: algorytmy, media społecznościowe i infrastrukturę cyfrową.
Definicja operacyjna w trzech wymiarach
Punktem wyjścia jest prosta, „robocza” definicja odporności: to umiejętność radzenia sobie z zaburzeniami i reagowania tak, aby utrzymać podstawowe funkcje, a jednocześnie uczyć się i zmieniać wtedy, gdy potrzeba.
Trzy wymiary w praktyce
Zaufanie (bez zaufania trudno o współpracę)
To przekonanie, że „inni (ludzie i instytucje) zachowają się w przewidywalny i uczciwy sposób” – czyli dowiozą to, co obiecują, wyjaśnią decyzje i traktują ludzi równo. W pomiarze publicznym często rozbija się to na konkretne „klocki”, np. rzetelność, responsywność, uczciwość, otwartość, sprawiedliwość.
W Polsce zaufanie jest opisywane jako jedna z kluczowych wartości spajających życie społeczne.
Współpraca (ponieważ bez współpracy trudno o realne działanie)
To zdolność do wspólnego działania: urząd–mieszkańcy, szkoła–rodzice, OPS–NGO, sąsiedzi–sąsiedzi. W kryzysie współpraca zależy od tego, czy są kanały rozmowy, czy ludzie mają gdzie zgłaszać problemy, i czy instytucja umie realnie reagować.
Sprawczość (bez widocznych efektów działania zaufanie spada)
To poczucie i realna możliwość wpływu: „mogę coś zrobić” (jako osoba) i „możemy coś zrobić” (jako grupa). Sprawczość rośnie, gdy widać efekty działań i gdy społeczność ma zasoby (czas, ludzi, sieci wsparcia) oraz jasne procedury. Przeglądy badań nad odpornością wspólnot pokazują, że aktywności grupowe i wsparcie społeczne potrafią wzmacniać odporność, ale wymagają dobrego rozpoznania lokalnych warunków.
Odporność jako infrastruktura relacji
Najczęściej spotykany błąd to komunikat „bądźcie odporni” w praktyce oznaczający – „radźcie sobie sami”.
Odporność bywa używana tak, że sprawia wrażenie przerzucania odpowiedzialność z instytucji na jednostki i społeczności, co może potem służyć uzasadnianiu dalszego wycofywania usług publicznych („skoro dali radę bez wsparcia, to po co inwestować”).
W zdrowiu i politykach społecznych widać też ryzyko „kultu odporności”: tworzy normę, że jeśli ktoś nie daje rady, to „jest niewystarczająco odporny”, zamiast pytać o warunki życia, wsparcie i nierówności.
Drugi błąd jest bardziej „lokalny”: odporność budujemy na mocnych więziach w grupie, ale bez mostów. Wtedy działają silne sieci, które mogą wykluczać innych (np. nowych mieszkańców, migrantów, osoby biedniejsze), brakuje więzi „mostów” między grupami – a to osłabia dialog i przepływ pomocy.
Dlatego planowanie odporności powinno promować równość i włączanie: kto ma głos, kto jest słyszany, kto ma dostęp do informacji i wsparcia. Badania nad narzędziami planowania odporności wskazują, że proces (kto jest w pokoju, jak słuchamy emocji i traumy, jak budujemy relacje) jest równie ważny jak treść planu.
Wreszcie, trend „zamykania się” i wygrywania „mojego kręgu” kosztem wspólnych instytucji zwiększa ryzyko, że odporność stanie się prywatna: „my damy radę, reszta mnie nie obchodzi”. To wprost uderza w solidarność i współpracę.
Pułapka odporności bez solidarności
Odporność społeczna to infrastruktura relacji – tak samo ważna jak drogi i serwery.
Co to znaczy „infrastruktura relacji”:
- stałe kanały rozmowy (nie tylko w kryzysie),
- szybkie i wiarygodne źródła informacji + umiejętność prostowania plotek,
- sieci współpracy (urząd–NGO–szkoły–zdrowie–OSP),
- poczucie, że „to ma sens” i że „nasze działanie coś zmienia”.

WHO i europejskie zalecenia pokazują, że komunikacja ryzyka, angażowanie społeczności i zarządzanie infodemią są traktowane jako element przygotowania i budowania zaufania – a więc jako część odporności.
Co ważne, badania o „infrastrukturze społecznej” zwracają uwagę, że to nie są tylko budynki. To także praktyki, lokalne sieci i rutyny współrządzenia – i że trzeba świadomie równoważyć sieci „tu i teraz” z mostami, bo inaczej może dochodzić do wykluczeń.
Budowanie odporności nie jest jednorazowym wysiłkiem – tak jak zbudowanie jakiejkolwiek innej infrastruktury. Jest niekończonym się procesem adaptacyjnym. Jest poszukiwaniem partnerskich relacji, a nie monologu (albo raczej pozorowanego dialogu) z pozycji siły co niestety bardzo często występuje na linii samorząd – społeczeństwo obywatelskie.
- Artykuł w Springer Nature (w języku angielskim): Examining the role of community resilience and social capital on mental health in public health emergency and disaster response: a scoping review ↩︎

